Przepis na pizzę czyli fast food powoli

Są takie dni, kiedy chodzi za mną pewna myśl. Potrafi prześladować mnie tygodniami i siedzieć gdzieś z tyłu głowy. Coś bym zjadła, coś dobrego, tylko co? Grzebię po szafkach, zaglądam do lodówki, wszystko co widzę wydaję się być mało atrakcyjne. Oliwki? Nie, to nie to. Plaster żółtego sera? Nie, nie o to mi chodziło. A może szynka parmeńska? Nie, na szynkę też nie mam ochoty. I wtedy doznaję olśnienia. O tak, już wiem! Przecież to takie oczywiste! Pizza! Tak, pizza, pizzunia, pizzaaaa! To jest to! Szybko sprawdzam, czy mam w kuchni drożdże i mąkę i już czuję na ustach jej smak. O pizzo, właśnie ciebie dziś chcę 🙂

 
 
W sieci dostępnych jest mnóstwo przepisów na ciasto do pizzy. Dziś jednak podzielę się z Wami moją sprawdzoną recepturą. Gwarantuję Wam, że zaczniecie chętniej przyrządzać pizzę w domowym zaciszu, niż jeść na mieście. Wiecie co jecie, oszczędzacie pieniądze, sami decydujecie co i w jakiej ilości wyląduje na cieście, a do tego raczycie się o niebo lepszą wersją, niż ta knajpowa – no chyba, że macie w pobliżu sprawdzoną tratorrię, to nie mam argumentów.
Składniki na ciasto:
600 g mąki pszennej
365 ml ciepłej wody
24 g drożdży
1 ½ łyżeczki oliwy
1 łyżeczka cukru
1 łyżeczka soli
Ja najczęściej robię 3 średniej grubości krążki lub 4 cienkie. Przygotowania rozpoczynam od zaczynu. Do 165 ml wody dodaję drożdże, cukier i łyżeczkę mąki. Mieszam do połączenia składników, przykrywam ściereczką i odstawiam w ciepłe miejsce. Kiedy drożdże zaczynają pracować nastawiam sos (składniki i przepis na końcu posta).
Zaczyn już gotowy. Rozgrzewam piekarnik do maksymalnej temperatury – u mnie 250 stopni C. opcja „góra-dół”. Biorę się za ciasto. Do sporej miski sypię mąkę. Dolewam zaczyn, mieszam dłonią dolewając pozostałą wodę. Wyrabiam ciasto aż zacznie się kleić. Dodaję oliwę. Kiedy ciasto ładnie odchodzi od dłoni i miski przenoszę je na stolicę (może być blat kuchenny opruszony mąką). Wyrabiam ciasto aż poczuję, że robi się „puszyste” pod ręką, w między czasie podsypując je solą. Trwa to ok. 5 minut. Tę samą miskę, w której początkowo wyrabiałam ciasto, smaruję lekko oliwą, umieszczam w niej ciasto, przykrywam ściereczką i odstawiam do wyrośnięcia na minimum 30 minut.
 
 
 
W tym czasie ogarniam kuchnię. Nie lubię kiedy po gotowaniu zostaje wielkie pobojowisko, tym bardziej, że gdy Mały Człowiek obudzi się z drzemki, ten stan utrzyma się aż do wieczora gromadząc dodatkowo setki innych garów i załamka na koniec dnia gwarantowana 😉
Szykuję też ulubione dodatki. U mnie w kwestii pizzy mniej znaczy więcej. Podstawą jest sos. W drugiej kolejności stawiam na ser – żółty w kostce, mozzarella, bywa też pleśniowy. Do tego szynka parmeńska lub dobrej jakości salami i oliwki. To wszystko. Często gotową pizzę podaję z rukolą. Wy wybierzcie to, na co macie ochotę.
Kiedy ciasto wyrośnie, dzielę je na dwie części. Pierwszą partię umieszczam na stolnicy. Formuję krążek ugniatając go dość mocno palcami dłoni i stopniowo rozciągając aż do uzyskania pożądanej wielkości. Jeśli planujecie zrobić pizzę na cienkim cieście, proponuję podzielić całość ciasta na więcej porcji. Na koniec używam wałka delikatnie rozwałkowując ciasto na boki. Następnie przenoszę je na blachę wyłożoną papierem do pieczenia i smaruję sosem. Uważajcie z jego ilością. Zbyt dużo sosu spowoduje, że finalne ciasto będzie opadać. Na mój wielki placek daję 3 spore łyżki sosu, a na to ulubione dodatki.
 
Na koniec siup do piekarnika na 10 – 12 min. Zaglądajcie tam i kontrolujcie czy ciasto się nie przypala. To już wszystko! Właśnie zrobiliście najlepszą pizzę na świecie. Najlepszą, bo taką, jaką lubicie najbardziej.
Smacznego!
Dajcie znać jak wyszło w komentarzach.
K.
PS Bonusowy przepis na sos:
2 puszki pomidorów (wybieram krojone)
2 spore ząbki czosnku
łyżka oliwy z oliwek
oregano (jeśli mam w ogrodzie świeże zawsze je wykorzystuję)
1 łyżeczka cukru
sól do smaku

Do rozgrzanego żeliwnego garnuszka dodaję oliwę i przeciśnięty przez praskę czosnek. Dorzucam gałązkę oregano. Jeśli używam suszonego, dodaję je na końcu. Pilnuję, żeby nie przypalić czosnku, bo wówczas robi się gorzki i psuje cały smak sosu. Dodaję pomidory, cukier i sól. Garnek zostawiam na małym gazie. Sos pyrka tak sobie na kuchence aż skończę pracę nad ciastem, a całość powoli się redukuje – mniej więcej o połowę. Powstały sos wykorzystuję nie tylko do smarowania ciasta, ale również podaję do gotowej pizzy. Według mnie użycie zwykłego ketchupu to istna profanacja 😉
 
 

 

2 thoughts on “Przepis na pizzę czyli fast food powoli”

Comments are closed.