Patologie szpitalne No.2 Upssss pomyłka

Mój K. obchodzi urodziny w listopadzie. Od ponad 3 lat jego święto jest moją klęską. Każdego roku zamiast świętować – zamartwiamy się. Ja oczywiście beczę…
W 2014 roku na urodziny zamiast dostać prezent, zabrano mnie nagle do szpitala. Może i to byłby dla niego super prezent, jednak okoliczności nie sprzyjały świętowaniu „wolnej chaty”. Byłam w 33 tygodniu ciąży, kiedy usłyszałam: Pani dziecko jest w olbrzymim niebezpieczeństwie! Hospitalizacja do samego rozwiązania, a dlaczego czytaj tutaj
Po narodzinach Liwki zdecydowaliśmy się na drugą dzidzię. Chcieliśmy odbębnić temat pieluch, karmienia, nieprzespanych nocy za jednym zamachem. Zaplanowaliśmy na roczek małej być w ciąży.
W dzień urodzin K. odebrałam wyniki badań… straciliśmy Szkraba w 9 tygodniu. Los tak chciał…
Mamy rok 2016. Na myśl o zbliżającym listopadzie, aż się trzęsę. Jestem w ciąży. Minął 30 tydzień. Boję się jak diabli, bo schorzenie, które zostało u mnie zdiagnozowane jest genetyczne. Jestem już spakowana do szpitala, bo wiem co się może wydarzyć w każdej chwili. Mieliśmy piękne plany o wprowadzenie się do nowej chatki już w czteroosobowym składzie, w zasadzie pięcioosobowym, bo jeszcze kot. Robota na budowie szła pełną parą. Łazienka prawie gotowa, jeszcze podłogi i kuchnia. Jest początek listopada, mamy jeszcze troszkę czasu. Super damy radę!!! 🙂
Co na to los? Zgadnijcie… Jeszcze tylko wizyta o 18 u ginekologa i zaczynamy świętować urodziny K. Ze świętowania oczywiście dupa! Proszę jechać szybko do domu po rzeczy i natychmiast do szpitala.
 
Parę tygodni na obserwacji i Tymuś był z nami. Po paru przejściach okołoporodowych szczęśliwie trafiliśmy na neonatologię. Udało się mam go w swoich ramionach, nareszcie koszmar patologi ciąży za nami. Jakoś damy radę jeszcze te trzy dni i do domku 🙂 K. jak mrówka zasuwał dzień i noc, żebyśmy mogli wszyscy razem jechać do nowego domku.
A teraz co los nam przygotował?
W pierwszych dniach życia Tymuś był bardzo szczegółowo badany ze względu na moją chorobę ciążową. Cieszyłam się, że będziemy mieć wszystko czarno na białym, a z drugiej strony byłam pełna niepokoju, dlaczego Liwia nie miała ani jednego badania, bo przecież w obydwu ciążach miałam to samo schorzenie. Szanowny losie, dzięki za dodatkowe dwa tygodnie w szpitalu…
Piszę go z bólem serca, przypominając sobie ile musieliśmy się wycierpieć przez te dwa słowa
pani Doktor upssss POMYŁKA. Pominę już fakt, jak w ogóle można tak powiedzieć do pacjenta.
To nie sklep, ta pani nie wydała mi źle reszty, ta pani pomyliła pacjentów, pomyliła wyniki badań
– bardzo chorego wypisując do domu w 3 dobie życia, a zdrowego noworodka naszprycowała masą leków i antybiotyków.
Tego dnia ja i inna kobieta byłyśmy z maluszkami na badaniu USG jamy brzusznej. Osobiście byłam obecna podczas badania, słyszałam każde słowo. Tymek OK. Drugi bobas poważny problem z nerkami.
Godzinę później wchodzi pielęgniarka oznajmiając mi, że zabiera moje dziecko na badania związane z nieprawidłowym wynikiem USG nerek. Powiedziałam dobrze i leżę dalej. Ale zaraz na jakie badania i szybko za nią pobiegłam. Nie chciały mnie wpuścić do dyżurki, mówiły że przyjdzie do mnie lekarz i wszystko mi szczegółowo wyjaśni. Odmówiłam badania, chciałam porozmawiać z lekarzem. Otrzymałam informację, że zostanie pobrany mocz i to wszystko, dobrze poczekam tu pod drzwiami. To było najdłuższe oczekiwanie w moim życiu. Po około 20 minutach jedzie Tymuś, śpi, jest wykończony po tych torturach, które musiał znieść. Jest cały w kablach, pod nim się coś świeci, pajac od krwi, wenflon w maciupeńkiej rączce… kolana mi się ugięły. Pomyślałam: Co jest kur@a!!????? Pobranie moczu? 
Słyszę Już idzie do pani lekarz. 
I nagle dociera do mnie stek bzdur bla bla bla zastój moczu w nerce, nie rozwinięty kanalik nerkowy, będzie prawdopodobnie potrzebny zabieg. Głośno krzyczę tak wszystko się zgadza, ale u tego dziecka, które było z nami na badaniu. Poszła sprawdzać…wraca…upss pomyłka, ma pani rację, ale to nie zaszkodzi. I tak musimy wyjałowić organizm antybiotykiem po założeniu cewnika.
Stoję i nie wierzę Po co go zakładaliście? Mówiłam pielęgniarkom, że to nieporozumienie, że u nas z nerkami wszystko gra!!!
 
Tym sposobem K. mógł na spokojnie zająć się przeprowadzką. Dostał gratis 2 tygodnie…a my cóż…
patologia z oddziału położnictwa przeniosła się na neonatologię!!!
Jakie Wy miałyście przygody” na porodówce?

I.