Niania elektroniczna – jak wybrać najlepszą

Nie wiem jak Wy, ale ja po wyjściu ze szpitala z małym Mikołajem, miałam dziwne poczucie, że mały cały czas płakał podczas mojej nieobecności. W sumie jeszcze w szpitalu miałam takie słuchowe omamy. Ledwo weszłam pod prysznic, słyszałam płacz. Zaczęłam gotować obiad, a tu ryk. Kiedy pojawiałam się przy jego łóżeczku często okazywało się, że Bąbel śpi w najlepsze, a ja sama go budziłam uderzając stopą w leżącą na ziemi grzechotkę czy trzaskając nieumyślnie drzwiami podczas zamykania (wiecie jak to jest, im bardziej się starasz, tym bardziej Ci się w takich sytuacjach nie udaje). Trwało to dobry miesiąc i w sumie dziś biję się w myślach w łepetynkę i zastanawiam Katarzyna, do cholery, na co ty tak długo czekałaś? Przecież niania elektroniczna, to jeden z tych gadżetów z serii must have, który powinien pojawić się w naszych czterech kątach wraz z pojawieniem się nowego członka rodziny. Przynajmniej ja odczuwałam taką potrzebę. Wiem, że są rodzice, którzy świetnie sobie bez tego radzą. Ja nie wyobrażam sobie funkcjonowania bez tego sprzętu, tym bardziej, że z Małym jest tak, że jak w porę usłyszę płacz i zdążę przyjść do niego zanim na dobre się rozbudzi, istnieje spora szansa, że uda mi się go dolulać i zyskać jeszcze chwilę na ogarnięcie choć jednej rzeczy z codziennej listy TO DO 😉
Przedstawię Wam dziś kilka aspektów, które powinniście rozważyć, chcąc dokonać zakupu niani elektronicznej. Ja półtora roku temu zdecydowałam się na Philips Avent model  501/00 i w gąszczu dostępnego sprzęciwa brałam pod uwagę takie kwestie jak:
 
1. Budżet.
Wiadoma sprawa, że musicie wiedzieć jaką kwotę chcecie przeznaczyć na urządzenie. I tu uwaga, nie zawsze niska cena idzie w parze z niską jakością. Rozrzut cenowy jest spory, bo mieści się średnio między 90.00 a 1400,00 zł, przy czym funkcjonalność niani wzrasta wraz proporcjonalnie do ceny sprzętu. Po ustaleniu budżetu, zawęża Wam się grupa docelowa potencjalnych kandydatek na elektroniczną opiekunkę i jesteście o krok bliżej wyboru tej – dla Was – właściwej.
 
2. Wielkość domu/mieszkania, w którym głównie będziecie użytkować nianię – zasięg.
Jeśli mieszkacie w niewielkim mieszkanku, ten podpunkt nie będzie dla Was mocno istotny, ponieważ niania z pewnością obejmie całą powierzchnię mieszkalną. Jeśli chcielibyście użytkować sprzęt na większym metrażu, np. w domu jednorodzinnym z ogrodem czy tarasem, musicie uważnie sprawdzać jego specyfikację techniczną Sprzedający często zawyżają wartość zasięgu podając jedynie ten na zewnątrz, podczas gdy siła sygnału wewnątrz budynku potrafi zmniejszyć się nawet sześciokrotnie. Ograniczany jest bowiem przez ściany, typ materiałów, z których są wykonane, urządzenia AGD itp. Przydatną opcją okazuje się też możliwość informowania urządzenia o tym, że przestajemy być w zasięgu nadajnika, wtedy szybko możemy reagować. Patrzcie uważnie i nie dajcie się wywieźć w pole. Moja niania wypada pod tym względem całkiem dobrze, dała radę nawet na polu kempingowym.
3. Funkcjonalność.
Wiele ówczesnych niań elektronicznych poza możliwością podsłuchiwania malucha, będącą podstawową funkcją, z powodu której decydujemy się na zakup, oferuje inne – mniej lub bardziej przydatne – sprawiające, ze zwykłej niani robi Wam się studio rodem  z „Big Brtoher” 😉 I tak możemy wyróżnić takie dodatkowe funkcje jak:
a) Lampka, melodyjki, projektor itp. – mini lampka nocna, to już niemal standard, często jednak z powodu różnego natężenia światła, użyłabym raczej określenia – delikatne światło nocne, które, jeśli niania znajduje się w znacznej odległości od łóżeczka na niewiele się zda. Tak jest w przypadku mojej, choć nie powiem, światło to znacznie ułatwia mi lokalizację niani kiedy jest ciemno, inaczej pewnie narobiłabym sto razy więcej rabanu wchodząc do pokoju Dziedzica 😉 Projektor wydaje mi się marnym rozwiązaniem, no nie oszukujmy się, czego wymagać po sprzęcie „X w jednym”, być może jestem w błędzie, poprawcie mnie jeśli się mylę.
b) Termometr, higrometr – niania wyposażona w tego typu czujniki wysyła informację z nadajnika do odbiornika i często też informuje nas o przekroczeniu wartości, które ustaliliśmy za krytyczne; jeśli jesteście alergikami albo z jakiegoś powodu te informacje są dla Was istotne, rozważcie tą opcję – unikniecie w ten sposób kolejnych wydatków związanych z zakupem tego typu urządzeń.
c) Kanał zwrotny – w niektórych modelach niań oprócz tego, że możecie słyszeć maluszka, macie również możliwość wysłania mu sygnału dźwiękowego w postaci nagranej wcześniej wiadomości, melodyjki czy podjęcia próby uspokojenia dzidziusia mówiąc do niego bezpośrednio przez głośnik. U mnie sam głos dochodzący do Mikołaja niestety nie działa, a wszelkie melodie tylko dodatkowo go wybudzają. Producenci muszą wynaleźć jeszcze jakąś funkcję dotykową, najlepiej taką, żeby uniosła malucha i go ululała 😉
d) Kamera, kamera z noktowizorem – wiadomo czemu ma służyć. Ja jakoś nie miałam potrzeby obserwowania Mikołaja na monitorze, chociaż nie powiem, wiele razy ułatwiło by mi to życie, szczególnie na etapie kiedy mały zaczął chodzić. Kamer może być kilka i wtedy już zabawiacie się w prywatne reality show. Dodatkowa funkcja kamery + noktowizora kojarzy mi się głównie z operacjami wojskowymi i filmem „Alien vs Predator” w trzech odsłonach 😉 Fajny gadżet, ale jak mam wydać na to kolejne PLN-y, to póki co podziękuję.
e) Monitor oddechu – dodatkowe czujniki umieszczone pod materacem malca nadzorują ruch oddechu przez cały czas pracy niani. Kiedy ich częstotliwość spada poniżej 15 sekund, jesteśmy o tym informowani. Po kolejnych pięciu uruchamia się alarm. Osobiście mocno się nad tym zastanawiałam podczas zakupu, ale ostatecznie przypomniały mi się zalecenia pediatry na wypisie ze szpitala […] no i jak chcecie Państwo inwestować w jakąś maszynerię typu monitor oddechu, to wydajcie te pieniądze na coś innego. Macie silnego, zdrowego malucha i nie róbcie z niego robota, nie dajmy się zwariować. Te słowa wystarczyły bym nie zastanawiała się dłużej nad tą opcją, ale pamiętajcie, jeśli są ku temu jakieś przesłanki medyczne albo po prostu spalibyście dzięki temu spokojniej, to kupcie taką nianię, aczkolwiek miejcie na uwadze, że to jest tylko urządzenie, nie zawierzajcie na 100% maszynie i nie uśpijcie całkowicie swojej czujności.
4. Zasilanie – niby mało ważna kwestia, a jednak… Macie do wyboru zasilanie „po kablu”, baterie/akumulatory i zasilanie mieszane. U mnie nadajnik jest zasilany jedynie z gniazdka, co ma swoje plusy, ale też minusy. Rozwiązanie z zasianiem z sieci elektrycznej:
a) Na plus – nadajnik czy odbiornik zasilany prądem stałym zapewnia, że nagle nie przerwie pracy i zostaniecie pozbawieni sygnału (no chyba, że zabraknie prądu, u nas przez 18 misięcy zdarzyło się to raz).
b) Na minus – musicie mieć stały dostęp do elektryczności, mogą wystąpić takie przeszkody jak sytuacja powyżej lub np. chęć pozostawienia malucha na powietrzu (w bezpiecznym miejscu ofkors), bo musicie w trybie pilnym skorzystać z toalety czy odebrać paczkę od kuriera. Bez gniazdka w pobliżu czy pociągnięcia przedłużacza się nie obejdzie. Kable niestety plączą się i mają skłonność do przecierania. U mnie właśnie czasem coś nie łączy (tylko przy uruchamianiu), można oczywiście skorzystać z prawa do reklamacji, ale ja nie byłabym w stanie funkcjonować bez niani prze 2 tygodnie.

W przypadku zasilania dochodzi jeszcze ta sama kwestia jak w przypadku zasięgu. Zwróćcie uwagę, czy Wasz faworyt komunikuje o wyczerpaniu akumulatora/baterii. Są urządzenia, które w takiej sytuacji po prostu kończą nadawanie…

5. Typ transmisji danych – najprościej mówiąc – są urządzenia (raczej te z niższej półki cenowej, choć niekoniecznie), które pracują na częstotliwości krótkofalówek i te pracujące w nowszej technologii DECT. Sygnały z tych pierwszych odbierają nawet krótkofalówki, a chyba nie chcielibyście żeby odgłosów z pokoju Waszego dziecka słuchała cała okolica. Pół biedy kiedy są to odgłosy dziecka, a nie Wasze 😉 Technologia DECT działa na zasadzie telefonów bezprzewodowych i gwarantuje wysoką jakość sygnału i większa dyskrecję.

6. Dodatkowe gadżety jak torba, smycz itp. – bez nich da się żyć, ale fajnie jak producent dorzuci coś ekstra. U mnie zdała by się chociaż smycz z możliwością montażu, bo kiedy jestem ubrana tak, że nie mam kieszeni, korzystam z trybu na baterię i non stop się przemieszczam, łatwiej byłoby mi po prostu zawiesić odbiornik na szyi.

7. Rekomendacja znajomych, zaufanych osób – net netem, ale trolli w sieci nie brakuje i często naciągane opinie sprzętów wystawiane za opłatą wprowadzają potencjalnych nabywców w błąd. Ja zawsze bazuję na opinii zaufanych mi osób. Nie ma lepszej rekomendacji niż weryfikacja przez życie i namacalnych użytkowników. Pytajcie jednak jakie priorytety mieli Wasi znajomi dokonując wyboru. Niania użytkowana w bloku, nie zawsze sprawdzi się w domku jednorodzinnym i odwrotnie.

I to by było na tyle. Wyszło przydługo, ale ja na prawdę miałam dylemat szukając odpowiedniej dla siebie niani. Biorąc pod uwagę powyższe aspekty zmniejszycie prawdopodobieństwo zakupowej wtopy.

Podrzucam Wam jeszcze specyfikacje mojego sprzętu klik. Uważam, że jest to dobry zakup biorąc pod uwagę stosunek ceny do jakości. Upadła – i to ostro – setki razy – a oprócz tych nieszczęsnych kabli (biję się w pierś, bo nie chciało mi się ich w kółko rozplątywać) nie mogę na nią narzekać. Zapłaciłam za nią rok temu 195.00 zł i uważam, że były to dobrze wydane pieniądze. Gdybym miała jeszcze raz wybór, zdecydowałbym się na nią ponownie.

P.S Zapytałam kiedyś ciocię, jak żyło się w czasach kiedy nie było takich wynalazków. Usłyszałam: Po prostu, jak dziecko wyło tak, że faktycznie coś mu było, to się to słyszało i tyle. Co tu dużo gadać 😉

A Wy jakie macie podejście do tej kwestii?

K.