Kojec Baby Design Play – czy warto kupić

Mikołaj już od dnia narodzin wykazywał, że nie będzie wielbicielem wszelkich fotelików, wózków, bujaków i tym podobnych gadżetów. Zapakowany w fotelik samochodowy – oczywiście ten z wyższej półki, żeby Księciunio bezpiecznie i komfortowo jeździł na zakupy do Lidelka i Biedry – popadał w histerię. W bujaku potrafił wysiedzieć maksymalnie 15 minut i to i tak nie bezobsługowo. Z zakupem każdego sprzętu potencjalnie mającego ułatwić mi życie, a w zasadzie wykonywanie podstawowych czynności w domu, nosiłam się bardzo długo, a i tak ostatecznie okazywało się, że był on zbędnym wydatkiem. O kojcu myślałam bardziej w kategorii łóżeczka turystycznego niż miejsca do zabawy. O tym, że moje dziecko potrafiłoby się tam samodzielnie bawić pozwalając mi w spokoju ugotować obiad czy powiesić pranie nawet nie śmiałam śnić. Kupiłam go spontanicznie, trochę przez przypadek i nie żałuję. O NIE! Nic a nic, to chyba jeden z moich najbardziej trafionych ułatwiaczy życia i chyba póki co jedyny 😉 Poznajcie – Baby Design Play kojec dla dzieci.
Parametry techniczne:
wymiary po rozłożeniu – 106 cm x 106 cm x 77 cm
wymiary po złożeniu    – 97 cm x 21 cm x 21 cm
waga                          – 10,5 kg
Zestaw zawiera kojec, materacyk i torbę podróżną.
Cechy produktu według producenta:
– miękki materacyk o wymiarach 100 cm x 100 cm
– boczne wejście zamykane na suwak
– bogactwo kolorów i niepowtarzalny design
– stabilne nóżki
– elementy zabezpieczające
Produkt otrzymał pozytywną opinię Instytutu Matki i Dziecka. A teraz opinia Matki Polki Karmiącej 😉
Zdecydowałam się na zakup kojca o większych gabarytach od tradycyjnego łóżeczka turystycznego tak jak już wspomniałam przez zupełny przypadek. Byliśmy z moim K. w hurtowni z asortymentem dla najmłodszych i przechadzając się przez sklep wpadliśmy na dział z kojcami. W jednym z nich siedział ogromny miś, który wzbudził zachwyt Mikołaja. K. bez namysłu wsadził go do środka no i zaczęło się… Tarzanie na szeleszczącym, zapakowanym w folię ochronną materacu, skakanie, rzucanie się od krawędzi do krawędzi i popadanie w euforię po tym jak nic się nie działo podczas upadku. Mikołaj wpadł w jakiś bliżej nieopisany trans, a na jego twarzy malowała się niesamowita radocha. K spojrzał na mnie i rzekł Mała, musimy to mieć! 
 
Szybka obczajka na cenę – 265,00 zł. Niby tragedii nie ma, ale rewelacji też nie. W necie pewnie znaleźlibyśmy taniej. A może kupmy używany? Jak znowu utopimy kasę, to przynajmniej nie będzie tak szkoda – spojrzałam na męża. Patrzyliśmy jak M. bawi się w najlepsze i za nic nie myśli opuszczać miejsca zabaw. Trwało to dobre 15 minut, co już dawało mi potencjalne zielone światło na ugotowanie obiadu bez Małego Obcego uczepionego przy nodze. O matko, już widziałam te obiadki i umyte w spokoju gary. Normalnie cieszyłam się jakbym wygrała w totka, aż mi się oczy szkliły. Widząc to K. odparł Nie no bierzemy go, nie ma co, tylko idź coś wytarguj z tej ceny. Wytarguj, wytarguj pomyślałam, jak zawsze jak robić dziada to ze mnie 😉 , ale dobra, jak mam w perspektywie posiadanie kilku minut luzu od Małego, to idę, utarguję, niech będę największym dziadem na świecie,a nóż… Udało się obniżyć cenę o zawrotne 3 % na kartę klienta. I żeby nie było tak kolorowo, w zestawie miękki – według producenta – materacyk, okazał się wcale nie taki miękki. Były to drewniane, bądź drewnopodobne dechy powleczone jakąś watoliną czy bliżej nieznanym, i jednak mało miękkim tworzywem. Do zabawy ok, ale do spania raczej słabo. Nasz entuzjazm opadł po informacji pani sprzedającej – Ten materac w folii, nie jest w zestawie, cena go nie obejmuje. Doszedł więc kolejny wydatek w postaci dodatkowego materaca innego producenta – koszt 85 PLN. Cena finalna znacznie wzrosła, ale dobra, poszliśmy za ciosem i uradowani ruszyliśmy do auta i…
Ufff… wszystko się zmieściło. Nadmienię, że jeździmy Golfem V kombi, więc mamy do dyspozycji pojemny bagażnik, ale zwykły hatchback mógłby mieć problem z pomieszczeniem takiego bagażu, a już na pewno z metrowym materacem. No chyba, żeby go zrolować, to jest szansa, że wszystko by weszło. Nie zapominajmy o wózku, walizkach i innych NIEZBĘDNYCH w podróży rzeczach. Nam się udało, NA SZCZĘŚCIE, bo w chwili zakupu totalnie zaćmieni o tym nie pomyśleliśmy. Wracaliśmy podekscytowani i jednocześnie pełni obaw czy kojec zda egzamin w domowym zaciszu, bo wiadomo jak to jest. Coś, co sprawdza się poza domem, często w domu okazuje się być totalną klapą, bo jest dostępne, obmacane ze wszystkich stron i w szerz i w wzdłuż poznane.
Los chciał, że u nas się sprawdziło, ale z małym podstępem. M. miał wtedy 10 miesięcy. Chodził już po meblach, wspinał się po wszystkim, ale nie potrafił przemieszczać się na nogach samodzielnie. Kojec pozwalał mu pokonywać małe odległości, a upadki nie były bolesne. Nawrzucaliśmy do środka ulubione zabawki, co dawało nam kilka dodatkowych minut przewagi. Gdy wszystko zawodziło w ruch szedł… telefon.biczuję się w myślach za to, ale już od dobrych 4 miesięcy mój syn oglądał, a w zasadzie słuchał piosenek dla dzieci). To dawało mi nawet 30-40 minut wolnego. Nie zawsze, czasem było to jedynie 5 – 10 minut, ale uwierzcie mi, przy moim nieśpiącymod10miesięcy dziecku, byłam gotowa zapłacić za ten czas 350,00 zł. Do dziś używamy kojca w domu i na wyjazdach. Szczerze polecam Wam zakup. Jeśli nie nowego, to używanego. Myślę, że nie pożałujecie.
I na koniec posumowanie, bo się rozpisałam 😉
Baby Design Play zalety:
– solidne wykonanie i jakość materiałów
– bezawaryjność (po kilku miesiącach od zakup była mała awaria, ale w sklepie okazało się, że materiał wszedł z zgięcie i dało się to usunąć od ręki)
– stosunkowo łatwe rozkładanie
– możliwość uwolnienia się od malucha na długość ugotowania szybkiego obiadu
– możliwość wykorzystania kojca jako łóżeczko turystyczne po dokupieniu dodatkowego materaca ( Mikołaj ładnie w nim śpi, bo łóżeczko jest szerokie i turlając się nie budzi się kiedy dotknie krawędzi tak jak w tradycyjnym łóżeczku)
– dołączona torba pozwala zapakować kojec w zgrabny, łatwy w przenoszeniu sprzęt
– dostępność różnych wzorów kolorystycznych
– stonowane kolory i obrazki na zewnątrz kojca ( dla mnie na plus, obrazki wewnątrz rozpraszałyby małego podczas zasypiania)
– rekomendacja Instytutu Matki i Dziecka
– łatwość utrzymania w czystości
Baby Design Play wady:
– wielkość (dla niektórych z uwagi na spore wymiary kojec może być zbyt duży, u mnie w sypialni 20 mkw sprawdza się bez zarzutu,  bagażnik kombi daje radę pomieścić cały nasz „dobytek” podczas podróży
– twardy materac
– cena ( z dodatkowym materacem robi się mało przyjazna dla portfela, ale cena samego kojca jest do przyjęcia
– trudność w złożeniu, mój K. potrafi bez problemu, ja samodzielnie nie umiem
 
Moje uwagi co do stosowania:
– umieszczaj kojec z dala od ścian czy barierek sypialnianego łóżka, bawiące się czy turlające we śnie dziecko, może się o nie uderzyć – przerabiałam to ostatnio jak Mikołaj z impetem uderzył w sąsiadującą z kojcem ścianę w pokoju hotelowym;
– staraj się nie wkładać do kojca twardych zabawek/przedmiotów, maluch upadając na nie mógłby zrobić sobie krzywdę;
– jeśli z jakiegoś powodu zostawiasz dziecko samo w pomieszczeniu (czyt. dopadły Cię wszystkie plagi świata i po prostu nie miałaś wyjścia) nie zostawiaj go z dużymi zabawkami, poduszkami itp., bo maluch mógłby z ich pomocą wydostać się/wypaść z kojca i tragedia gotowa;
– decydując się na kojec, a nie tradycyjne łóżeczko turystyczne, miej na uwadze, że nie każde wnętrze go pomieści, my często na wyjazdach robimy kombinacje alpejskie w pokoju hotelowym, ale mimo wszystko nie żałujemy wyboru, kojec zdał egzamin nawet… W przyczepie kempingowej!
– jeśli dziecko przestaje wykazywać zainteresowanie kojcem i z jakiegoś powodu nie chce w nim przebywać, zmień pomieszczenie, w którym go ustawiasz, a dziecko odkryje go na nowo (ja obecnie mam go w kuchni, ledwo się poruszam, ale w spokoju gotuję);
– uczyń z kojca wyjątkowe miejsce, jeśli Twoje dziecko ogląda bajki, słucha muzyki z telefonu itp. niech robi to właśnie w kojcu i kojarzy z nim to miejsca (u nas był czas, że Mikołaj sam biegł do kojca i wołając Puf, puf wdrapywał się na niego i wskazywał na telefon prosząc żeby go ta umieścić), jeśli dajesz dziecku jakieś smakołyki, niech to też odbywa się w kojcu, dla dziecka będzie to oznaczać, że to właśnie w kojcu mają miejsce małe przyjemności;
– mój model nie ma uchwytów do wstawania, ale i tak bym się na nie nie zdecydowała z obawy, że mała rączka w jakiś sposób w nim utknie i się wykręci;
– jeśli z jakichś powodów nie możesz kupić dużego kojca, zdecyduj się chociaż na mniejsze łóżeczko turystyczne i używaj z tym samym przeznaczeniem;
– jeśli jeszcze się wahasz, nie rób tego dłużej, ja żałuję, że zdecydowałam się tak późno.
K.